Menu

Pale Drawn

L

Legia Warszawa - Miedź Legnica (2:0)

shirokarasu

Zadanie wykonane. To, co pokazała Legia, wystarczyło na Miedź Legnica. Poprzeczka nie wisiała wysoko, ale udało się odnieść w miarę spokojne zwycięstwo.

Przyszedł czas na mecz z zespołem z dolnej ósemki, a z tymi Legia radzi sobie jak dotąd bardzo dobrze. Ostatnią stratą punktów z przeciwnikiem z miejsca 9-16 był remis z Arką w 9. kolejce. Od tego czasu wszystkie takie straty miały miejsce z czołówką, choć od czasu remisu z Wisłą Kraków, ta drużyna zdążyła już znaleźć się w grupie spadkowej.

Ta dysproporcja w zależności od siły przeciwnika robi się coraz wyraźniejsza. Pewnym ewenementem pozostają tu dwa zwycięstwa z Piastem, z czego jedno na wyjeździe (nikt inny w roli gościa w tym sezonie nie wygrał w Gliwicach), a także remis i awans w rzutach karnych w pucharze. Z grupy mistrzowskiej dochodzą do tego dwa zwycięstwa z Koroną i jedno z Lechem, a tak to same remisy i porażki. Z drugiej strony mamy komplet czterech zwycięstw z beniaminkami. Już jakiś czas temu sprawdzałem, jak nam z nimi szło, no i w sezonie 2012/13 było 10 punktów z nimi, a teraz jest 12. Próbowałem się dokopać do poprzedniego kompletu, ale w XXI wieku go nie znalazłem. Nie żebym uznawał to za jakieś wielkie osiągnięcie, ale Legia nigdy nie miała w takich meczach łatwo. W tym sezonie, co ciekawe, trudniej niż z Miedzią miała dwukrotnie z Zagłębiem Sosnowiec, ale i tak wszystkie te cztery spotkania udało się zakończyć pozytywnie.

Dawno nie widziałem przy Ł3 tak przestraszonego zespołu jak Miedź, zwłaszcza w pierwszej połowie. Legia miała dość dużo swobody, a do tego pod bramką Majeckiego nie działo się zupełnie nic. Mogło się podobać jak weszliśmy w mecz, były próby rozegrania od tyłu i próby prostopadłych podań. Nie wszystko zazębiało się idealnie, ale był to niezły kierunek. Na przełamanie musiał przyjść jednak stały fragment i to już kolejny raz, gdy w ten sposób trafiamy, zwłaszcza jeśli chodzi o gole na 1:0. Niestety potem doszedł kolejny stały obrazek: zdecydowane oddanie pola i tak naprawdę zakończenie gry w piłkę przez Legię. Chociaż prosiło się, aby uspokoić grę, to zamiast tego nie było już próby utrzymania się, a coraz więcej było niechlujstwa i wybijania byle dalej.

W drugiej połowie nadal działo się na tyle mało, że można było spokojnie wymieniać sobie piłkę i czekać, Legia zdecydowała się jednak przerzucić ten niewątpliwy ciężar na Miedź. Drugi gol padł po wysokim odbiorze i bardzo prostej szybkiej akcji, znakomita okazja Kucharczyka powstała w bardzo podobny sposób. O ile rozumiem, że możemy mieć określony styl gry, który jak widać czasami przynosi efekty, to często irytujący jest ten minimalizm i aż takie upraszczanie gry. Pierwsze minuty pokazały, że w tym składzie osobowym Legia jest w stanie grać kombinacyjną piłkę jak na nasze warunki. Nawet jeśli nie wszystko się udaje, to takie próby są godne pochwały. Jednak po strzeleniu gola jest zgoła inaczej i teraz można to olać, bo mecz zakończył się zwycięstwem. Tyle że chciałoby się obejrzeć trochę więcej dobrej gry, choćby w sytuacji gdy wynik jest niezagrożony.

W zasadzie trudno było się przyczepić do składu, z którego zniknął wreszcie Agra, a wrócił Nagy. Nie miałem też problemu z ławką dla Hlouska, który w poprzednich meczach nie wyglądał dobrze. Rocha był aktywny i dopóki miał siły, nie wyglądało to najgorzej. Jednak miał dwa dziwne zachowania w defensywie, kiedy raz omal nie stracił piłki na środku boiska jako ostatni obrońca, a także gdy bronił zewnętrznej strony boiska, podczas gdy przeciwnik ścinał do środka, gdzie było miejsce. Obawiałem się, że będzie gorzej, choć trzeba przyznać, że nie był to dla niego trudny test, zwłaszcza w pierwszej połowie.

Cieszę się, że poważniejszą szansę dostał Medeiros. Ciężko go było chwalić za wejścia w meczach, które były nieudane, zwłaszcza gdy widać, że coś potrafi, ale jeszcze jest niezgrany, a gra nie klei się całej drużynie. Po dłuższym występie widać, że ma coś w sobie. Potrafi się zabrać z piłką, dużo widzi, ma niezłe podanie i strzał. Grał dużo w środku, dublując pozycję Szymańskiego, i na szczęście specjalnie sobie nie przeszkadzali, a robił się korytarz dla Vesovicia, który zaczął od kilku dobrych wejść, a potem wraz z całą drużyną już nie miał do tego takiego zapału. Dobrze, że Miedź nie wykorzystała tego, jak się zapędzał, bo zostawała tam ogromna dziura, którą nie zawsze był w stanie załatać środkowy obrońca lub pomocnik.

Oprócz Medeirosa zdecydowanie wyróżniali się Carlitos i Martins. Hiszpan brał udział w niemal każdej groźnej akcji, co najważniejsze nie grał samolubnie, a przede wszystkim zrobił swoje – zaliczył gola i asystę. Przy bramce, z tego co widziałem, nie było to takie łatwe do zmieszczenia, samo to że się tam znalazł to też coś, bo dopiero co słyszeliśmy od trenera, że to nie typowy łowca bramek, a tu jednak pokazał instynkt. Martins, gdy tylko miał trochę swobody, a w tym meczu miało to miejsce często, potrafił coś zrobić z piłką i fajnie się to oglądało. Intensywność zdecydowanie nie była taka jak z Cracovią czy z Lechem, i obaj z Cafu podjęli walkę w środku pola i jej nie przegrali. Jak w przypadku całej drużyny, więcej gry w piłkę było w pierwszych minutach, a więcej walki przez resztę meczu.

Cieszy też w miarę niezły (pierwszy taki w tym roku) występ Nagya, który pokazał że na swojej pozycji w zasadzie nie ma konkurencji. Bardzo dobry początek miał Szymański, a także jego stałe fragmenty były dużo lepsze niż tydzień temu. Bardzo mi szkoda jego kontuzji, bo wyglądało to źle. Do tej pory nie mieliśmy problemu z kontuzjami, a oprócz niego problemy mieli Martins i Rocha, zaś za czerwoną kartkę pauzuje Remy. Oby nie okazało się, że kadrowo nieco osłabniemy w najbliższym czasie. Z drugiej strony, Szymański miał już kilka takich groźnie wyglądających urazów, ale szybko dochodził do siebie. Trzymam kciuki, aby tutaj było ok. Nie rozumiem tylko, jakim cudem to wejście w niego nie skończyło się rzutem karnym. W samej kontuzji było nieco przypadku, ale takie bezpardonowe staranowanie zawodnika plus jeszcze nadepnięcie na kolano to musi być jedenastka. Złośliwości i premedytacji tam nie widziałem, ale nieprzepisowe zagranie – jak najbardziej.

W przypadku naszej gry defensywnej nie wiem na ile Miedź była słaba, a na ile my nie pozwoliliśmy jej na nic. To już nawet Wisła Płock nie była aż tak bezzębna trzy tygodnie temu. W takiej sytuacji ciężko jest mówić o jakiejkolwiek poprawie. Oczywiście w pewnych elementach było lepiej, ale chciałbym zobaczyć, jak radzimy sobie z agresywnym doskokiem i wysokim pressingiem przeciwko nam. Ważne, aby kosić punkty na zespołach z dołu tabeli, ale na grupę mistrzowską to nie wystarczy. A wiele wskazuje na to, że kolejny sezon trzeba będzie być w niej niemal bezbłędnym, aby zakończyć ligę na pierwszym miejscu.

Nie pierwszy raz w tym sezonie mamy dramę nawet nie tyle przed meczem, co w dniu meczu, i o dziwo kolejny raz wynik ostatecznie jest pozytywny. Sa Pinto przegrał dwa ostatnie mecze i dzieje się wokół niego coraz więcej. Z jednej strony chciałbym rozgraniczyć to, jakim jest trenerem (moim zdaniem całkiem niezłym) i jakim człowiekiem (chyba nie chciałbym z nim współpracować). Dopóki jego zachowanie nie nosi znamion mobbingu, da się to przeżyć, ale już pisałem, że atmosfera ciągłego napięcia i konfliktu oraz syndrom oblężonej twierdzy jest i będzie trudny do wytrzymania na dłuższą metę. Staram się z zachowań boiskowych wywnioskować, czy atmosfera w zespole jest dobra czy zła, i właściwie niewiele potrafię powiedzieć. Na ile zachowanie i temperament trenera przekłada się na boisko? Na razie wydaje się, że ci co zostali i grają, chcą z nim współpracować, ale może też są zmęczeni tym wszystkim.

Z drugiej strony jednak jest ważny powód dla którego chciałbym, aby Sa Pinto kontynuował swoją robotę i ją skończył. Mianowicie po kolejnej kompromitacji w pucharach stało się jasne, że potrzeba zrobić porządek w zespole, w którym są piłkarze syci, mający zasługi, ale nie dający już na boisku tyle co wcześniej. Dodatkowo po lajtowych miesiącach wszyscy potrzebowali ciężej popracować. Pinto już oczyścił zespół z kilku niepotrzebnych zawodników, wprowadził kilku młodych oraz odbudował zawodników pod względem fizycznym, a także uszczelnił defensywę. To jednak nie jest koniec. Latem kończą się kontrakty kolejnej grupie piłkarzy, którą trzeba będzie jakoś zastąpić. Do tego być może ktoś wreszcie zostanie sprzedany za jakieś pieniądze. Skoro już dostał misję przebudowania tego, to niech zrobi porządek do końca. Forma rozstania z Malarzem czy nawet z Mączyńskim (cały ten konflikt ma w sobie wiele z piaskownicy) pozostawia wiele do życzenia, ale odstawienie niektórych piłkarzy uważam za słuszne. Potrzebujemy jednak więcej RiGCzu przy budowaniu drużyny, bo znowu robi się z tego zlepek od różnych trenerów, zamiast żeby transfery były jakkolwiek spójne. Dobrze byłoby nie zachwiać proporcji, a idealnie byłoby z polecenia trenera brać tylko takie okazje jak Martins i Medeiros. Czy w tym klubie doczekamy się jednak kiedykolwiek rzeczywistego wdrożenia jakiegoś długofalowej wizji, bardzo wątpię. Tutaj już po dwóch porażkach jest presja na to, żeby wszystko równać z ziemią i wyrzucić wszystkich. Przy tej presji, która latem będzie tylko większa, niełatwo o stabilizację. To martwi mnie bardziej niż jeden czy drugi przegrany mecz, nawet w kiepskim stylu.

Zwycięstwo z Miedzią to jedynie przedłużenie jakichkolwiek nadziei, ale żeby coś z tego było, trzeba punktować również w kolejnych spotkaniach. Teoretycznie dwa następne mecze powinny być łatwe, ale będę spokojny dopiero wtedy, gdy potwierdzi się to na boisku, tak jak dzisiaj.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • kpdwiejak

    ale znów zagrali bez szału...

© Pale Drawn
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci